Rozdział 4
Obudziłam się rano zalana potem. Miałam koszmarny sen. Ciężko oddychałam trudno mi było złapać powietrze.
- Wszystko dobrze?- spytał Taiyo, usłyszałam w jego głosie.... troskę?
- Miałam koszmar, to nic takiego.- odpowiedziałam bez namiętności, nigdy nikomu się nie zwierzałam, zawsze starałam sobie radzić sama.
- No weź powiedz.- nalegał- widzę po twojej minie że chcesz z kimś porozmawiać.
Zaczynam się go bać. Nie wiem czy mogę mu zaufać, w ogóle go nie znam ale coś mi mówiło że powinnam mu zaufać.
- Nie wiem od czego zacząć...- nie wiem dlaczego ale łzy napłynęły mi do oczu.
Taiyo przybliżył się do mnie i przytulił mocno.
- Spokojnie. Jestem tutaj.- uspokajał mnie.- Jak chcesz to płacz.
\ - Puść mnie. Nie mam zamiaru się rozpłakać, a zwłaszcza przy obcym mężczyźnie.- wytarłam rękawem oczy.
- Uważasz mnie za mężczyznę? - spytał żartobliwie.
- Eeeeeeeeeeee.... NIE- uśmiechnęłam się.
- No to co ci się śniło?- zmienił szybko temat.
- No więc...
* * * * *
(sen Megami)
Otworzyłam powoli oczy, wokół mnie było ciemno, nie było ani początku ani końca niczego nie było. Postanowiłam zrobić kilka kroków w przód. Po moim trzecim kroku poczuła pod stopą coś płynnego i lepkiego. Spojrzałam w dół, lepka ciecz okazała się być..... krwią. Przestraszyłam się i cofnęłam się o kilka kroków.
Nagle przed de mną pojawiły się dwie postacie: jedna leżała na ziemi a z miejsca gdzie trzymała rękę sączyła się krew, a nad nią stało białowłosa osoba z mieczem w ręku.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że kobieta leżąca na ziemi jest.....
- Mama?- spytałam przerażona.
Ale mnie nie usłyszała. Szybko się otrząsnęłam i zaczęłam do nich biec, lecz im szybciej biegłam tym byłam dalej od nich. Zatrzymałam się by złapać oddech i nagle wokół mnie ukazała jedna i ta sama ciemna postać, nie widziałam twarzy.
- Nie uratowałaś jej....- zaczęła.- Jesteś bezużyteczna!
- Nie! Chciałam jej pomóc ale...- przerwała mi postać jakby mnie nie słuchała.
- Jesteś za słaba, żeby ochronić swoich bliskich!- krzyknął- Chcesz stać się silna, by ochronić bliskich?
- Ale......- oczy zaczęły mnie piec, od powstrzymywania łez.
- Pomyśl o Yui.- to mnie zabolało.
- Co mam zrobić?- popłakała się.
- Dotknij tego płomienia a staniesz się silniejsza niż myślisz.- przed de mną ujawnił się złoty płomień.
Już chciałam go dotknąć, gdy......
* * * * *
- I się obudziłam- powiedziałam ze smutkiem.
\ - Hmmm.... - złapał się za podbródek Taiyo.
Usłyszałam skrzypnięcie drzwi, spojrzałam w tam tą stronę a w nich...... Atlantis.\
- ATLANTIS!!!!- krzyknęłam wściekła- Chodź tu, to Cię zabiję!!!
- Ups!- zostawiła na podłodze dwa talerze i zniknęła za drzwiami.
- Uch!!!- dopiero teraz odplątałam swoje nogi z koca i pobiegłam ku drzwiom.
Zaczęłam krzyczeć i tłuc się do drzwi. Próbowałam otworzyć drzwi ale były z powrotem zamknięte.
- Dobry ten kotlet.- zobaczyłam siedzącego na podłodze Taiyo i jedzącego mięso w całości.
- Nie mam do ciebie już siły...- i wtedy przypomniałam sobie...- Taiyo?
- Hmmm? Co?- spytał z napchaną paszczą... ile on może mieścić, ma poliki jak chomik, czy co?
- Z tego co pamiętam możesz się teleportować, prawda?
- Tak a czo?
- Czyli.... że siedzimy tu zamknięci w jednym pokoju przez kilka godzin a tak naprawdę możemy stąd wyjść dzięki tobie?!- moja złość zaczęła wzrastać, żyłka już trochę pulsowała.
- W sumie....- chwila ciszy- tak.
- TAIYO JA CIĘ NORMALNIE ZABIJĘ!!!- rzuciłam się do niego.
Nagle drzwi się otworzyły a w nich.... Atlantis.
- Ups,...- zakryła swój uśmiech dłonią- Przepraszam że przeszkadzam.
- Czek.... No i zamknęła drzwi- załamie się - Dlaczego ja mam takiego pecha.
- No nie przesadzasz - nagle uśmiechnął się zalotnie- Wiesz to dobra poza do "tego"
- Do widzenia panu- szybko czmychnęłam do łazienki.
Jestem załamana, czemu tylko ja wpadam z kłopotów na kłopoty? Wstałam i spojrzałam w lustro, włosy miałam rozczochrane, miałam wory pod oczami i bladą skórę.
- Chyba się umyję w ciepłej wodzie.- oooo tak kąpiel w ciepłej wodzie.
Wlałam do wanny ciepłą wodę wraz z mydłem. Wanna była pełna a nad wodą unosiły się mnóstwo bąbelków. Weszłam do wody i zamknęłam oczy próbując się zrelaksować.
- I co relaksujące?
- Tak bar....- zaraz...- TAIYO?!- krzyknęłam zakrywając rękami piersi.
- Hejka- zasalutował z uśmiechem- Co ty na to żeby się razem wykapać?
- Wynocha!!! A z resztą skąd się tu wziąłeś?- spytałam
- Emmm....- zaczął- No nie wiem teleportacja?
- Ah no tak- poczułam że się rumienie. - Czy możesz stąd wyjść?
- Hmmm.....- zastanawia się? to chyba oczywista odpowiedź- Nie.
- Dzięk.......- chwila- CO?!
- Nie wyjdę....- włożył ręce do kieszeni spodni i podparł się o ścianę.
- Jakbyś miał wybór.
- Mam bo jak wyjdziesz z wanny, to będę mógł zobaczyć całe twoje ciało.- i ten błysk w jego oku, nie powiem zaczynam się go bać.- Wyjdę jeśli zgadniesz co chcę w zamian.
- ..... Nie pocałuję cię- powiedziałam szybko i stanowczo.
- Skąd wiedziałaś?- opadła mu szczęka.
- Zgadywałam- uśmiechnęłam się zwycięsko.
Zamknęłam na chwilę oczy by się uspokoić, a gdy je otworzyłam Taiyo już nie było. Siedziałam w wannie jeszcze kilka minut.
Wyszłam z łazienki ubrana. Taiyo nie było w pokoju.
- Może sobie w końcu poszedł?- pomyślałam na głos.
- Tak szybko się mnie nie pozbędziesz.- usłyszałam szept za sobą.
Podskoczyłam jak poparzona i schowałam się za łóżkiem.
- Tylko mi tu nie sikaj ze strachu.- uśmiechnął się zadziornie do mnie.
- Weź się ogarnij!!!- krzyknęłam a serce nadal waliło jak szalone ze strachu- jesteś straszny...
- Dodaję mi to uroku- uśmiechnął się uwodzicielsko- Nie sądzisz?
- NIE...
- I kto tu jest straszny- mruknął pod nosem.
- Wrrrrrrr- zauważyłam otwarte okno, czemu dopiero teraz?
Podbiegłam do niego sprawdzając jak wysoko jestem.... STRASZNIE WYSOKO!!!! Dlaczego zawsze ja?
- Ciut za wysoko?- usłyszałam za sobą.
- Gdybym naprawdę cię nienawidziła, aż tak bardzo jak ogień wodę to bym skoczyła bez namysłu.- uśmiechnęłam się ze złością w oczach
- Czyli nie jest tak źle, jak myślałem. Może mnie jeszcze polubisz...
- Nie rób sobie nadziei.
Nagle usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, a w nich....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz