wtorek, 16 lutego 2016

The gods

                                                           Rozdział 4

        
   Obudziłam się rano zalana potem. Miałam koszmarny sen. Ciężko oddychałam trudno mi było złapać powietrze.
   - Wszystko dobrze?- spytał Taiyo, usłyszałam w jego głosie.... troskę?
   - Miałam koszmar, to nic takiego.- odpowiedziałam bez namiętności, nigdy nikomu się nie zwierzałam, zawsze starałam sobie radzić sama.
   - No weź powiedz.- nalegał- widzę po twojej minie że chcesz z kimś porozmawiać.
   Zaczynam się go bać. Nie wiem czy mogę mu zaufać, w ogóle go nie znam ale coś mi mówiło że powinnam mu zaufać.
   - Nie wiem od czego zacząć...- nie wiem dlaczego ale łzy napłynęły mi do oczu.
    Taiyo przybliżył się do mnie i przytulił mocno. 
    - Spokojnie. Jestem tutaj.- uspokajał mnie.- Jak chcesz to płacz.
\  - Puść mnie. Nie mam zamiaru się rozpłakać, a zwłaszcza przy obcym mężczyźnie.- wytarłam rękawem oczy.
   - Uważasz mnie za mężczyznę? - spytał żartobliwie.
   - Eeeeeeeeeeee.... NIE- uśmiechnęłam się.
   - No to co ci się śniło?- zmienił szybko temat.
   - No więc...  
    
                *                                  *                            *                            *                                *
                                                                                                             (sen Megami)
          Otworzyłam powoli oczy, wokół mnie było ciemno, nie było ani początku ani końca niczego nie było. Postanowiłam zrobić kilka kroków w przód. Po moim trzecim kroku poczuła pod stopą coś płynnego i lepkiego. Spojrzałam w dół, lepka ciecz okazała się być..... krwią. Przestraszyłam się i cofnęłam się o kilka kroków.
      Nagle przed de mną pojawiły się dwie postacie: jedna leżała na ziemi a z miejsca gdzie trzymała rękę sączyła się krew, a nad nią stało białowłosa osoba z mieczem w ręku. 
      Po chwili zdałam sobie sprawę, że kobieta leżąca na ziemi jest.....
      - Mama?- spytałam przerażona.
     Ale mnie nie usłyszała. Szybko się otrząsnęłam i zaczęłam do nich biec, lecz im szybciej biegłam tym byłam dalej od nich. Zatrzymałam się by złapać oddech i nagle wokół mnie ukazała jedna i ta sama ciemna postać, nie widziałam twarzy. 
     - Nie uratowałaś jej....- zaczęła.- Jesteś bezużyteczna!
     - Nie! Chciałam jej pomóc ale...- przerwała mi postać jakby mnie nie słuchała.
     - Jesteś za słaba, żeby ochronić swoich bliskich!- krzyknął- Chcesz stać się silna, by ochronić bliskich?
     - Ale......- oczy zaczęły mnie piec, od powstrzymywania łez.
     - Pomyśl o Yui.- to mnie zabolało.
     - Co mam zrobić?- popłakała się.
     - Dotknij tego płomienia a staniesz się silniejsza niż myślisz.- przed de mną ujawnił się złoty płomień.
     Już chciałam go dotknąć, gdy......

                *                                  *                            *                            *                                *
    - I się obudziłam- powiedziałam ze smutkiem.
\   - Hmmm.... - złapał się za podbródek Taiyo.
     Usłyszałam skrzypnięcie drzwi, spojrzałam w tam tą stronę a w nich...... Atlantis.\
    - ATLANTIS!!!!- krzyknęłam wściekła- Chodź tu, to Cię zabiję!!!
    - Ups!- zostawiła na podłodze dwa talerze i zniknęła za drzwiami.
    - Uch!!!- dopiero teraz odplątałam swoje nogi z koca i pobiegłam ku drzwiom.
     Zaczęłam krzyczeć i tłuc się do drzwi. Próbowałam otworzyć drzwi ale były z powrotem zamknięte.
    - Dobry ten kotlet.- zobaczyłam siedzącego na podłodze Taiyo i jedzącego mięso w całości.
    - Nie mam do ciebie już siły...- i wtedy przypomniałam sobie...- Taiyo?
    - Hmmm? Co?- spytał z napchaną paszczą... ile on może mieścić, ma poliki jak chomik, czy co?
    - Z tego co pamiętam możesz się teleportować, prawda?
    - Tak a czo?
    - Czyli.... że siedzimy tu zamknięci w jednym pokoju przez kilka godzin a tak naprawdę możemy stąd wyjść dzięki tobie?!- moja złość zaczęła wzrastać, żyłka już trochę pulsowała.
    - W sumie....- chwila ciszy- tak.
    - TAIYO JA CIĘ NORMALNIE ZABIJĘ!!!- rzuciłam się do niego.
    Nagle drzwi się otworzyły a w nich.... Atlantis.
    - Ups,...- zakryła swój uśmiech dłonią- Przepraszam że przeszkadzam.
    - Czek.... No i zamknęła drzwi- załamie się - Dlaczego ja mam takiego pecha.
    - No nie przesadzasz - nagle uśmiechnął się zalotnie- Wiesz to dobra poza do "tego"
    - Do widzenia panu- szybko czmychnęłam do łazienki.
    Jestem załamana, czemu tylko ja wpadam z kłopotów na kłopoty? Wstałam i spojrzałam w lustro, włosy miałam rozczochrane, miałam wory pod oczami i bladą skórę.
    - Chyba się umyję w ciepłej wodzie.- oooo tak kąpiel w ciepłej wodzie.
    Wlałam do wanny ciepłą wodę wraz z mydłem. Wanna była pełna a nad wodą unosiły się mnóstwo bąbelków. Weszłam do wody i zamknęłam oczy próbując się zrelaksować.
    - I co relaksujące?
    - Tak bar....- zaraz...- TAIYO?!- krzyknęłam zakrywając rękami piersi.
    - Hejka- zasalutował z uśmiechem- Co ty na to żeby się razem wykapać?
    - Wynocha!!! A z resztą skąd się tu wziąłeś?- spytałam
    - Emmm....- zaczął- No nie wiem teleportacja?
    - Ah no tak- poczułam że się rumienie. - Czy możesz stąd wyjść?
    - Hmmm.....- zastanawia się? to chyba oczywista odpowiedź- Nie.
    - Dzięk.......- chwila- CO?!
    - Nie wyjdę....- włożył ręce do kieszeni spodni i podparł się o ścianę.
    - Jakbyś miał wybór.
    - Mam bo jak wyjdziesz z wanny, to będę mógł zobaczyć całe twoje ciało.- i ten błysk w jego oku, nie powiem zaczynam się go bać.- Wyjdę jeśli zgadniesz co chcę w zamian.
   - ..... Nie pocałuję cię- powiedziałam szybko i stanowczo.
   - Skąd wiedziałaś?- opadła mu szczęka.
   - Zgadywałam- uśmiechnęłam się zwycięsko.
   Zamknęłam na chwilę oczy by się uspokoić, a gdy je otworzyłam Taiyo już nie było. Siedziałam w wannie jeszcze kilka minut.
   Wyszłam z łazienki ubrana. Taiyo nie było w pokoju.
    - Może sobie w końcu poszedł?- pomyślałam na głos.
    - Tak szybko się mnie nie pozbędziesz.- usłyszałam szept za sobą.
    Podskoczyłam jak poparzona i schowałam się za łóżkiem.
    - Tylko mi tu nie sikaj ze strachu.- uśmiechnął się zadziornie do mnie.
    - Weź się ogarnij!!!- krzyknęłam a serce nadal waliło jak szalone ze strachu- jesteś straszny...
    - Dodaję mi to uroku- uśmiechnął się uwodzicielsko- Nie sądzisz?
    - NIE...
    - I kto tu jest straszny- mruknął pod nosem.
    - Wrrrrrrr- zauważyłam otwarte okno, czemu dopiero teraz?
    Podbiegłam do niego sprawdzając jak wysoko jestem.... STRASZNIE WYSOKO!!!! Dlaczego zawsze ja?
    - Ciut za wysoko?- usłyszałam za sobą.
    - Gdybym naprawdę cię nienawidziła, aż tak bardzo jak ogień wodę to bym skoczyła bez namysłu.- uśmiechnęłam się ze złością w oczach
    - Czyli nie jest tak źle, jak myślałem. Może mnie jeszcze polubisz...
    - Nie rób sobie nadziei.
    Nagle usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, a w nich....