Rozdział 3
-Megami? Wszystko dobrze?- spytał troskliwym głosem Taiyo.
- Nic mi nie jest.-spróbowałam zdobyć się na uśmiech ale niezbyt mi to wyszło- gdzie jesteśmy?
- W zamku królowej Atlatis Umino- odpowiedział przy czym odetchnął z ulgą.
- Dziękuje że mnie uratowałeś Taiyo- dopiero teraz zdałam sobie sprawę że niósł mnie na rękach.
- Nie ma za co.- i uśmiechnął się jak dziecko które właśnie dostało lizaka.
Nagle usłyszałam skrzypnięcie drzwi wejściowych a w drzwiach pojawiła się Atlantis a za nią rozpłakany Mizu.
-Megami!- krzyknęła rozpaczliwie a jednak szczęśliwa.
Pierwsze co zobaczyłam? Czerwone oczy od płaczu. Czyżby zamartwiała się o mnie przecież przy pierwszym spotkaniu była dla mnie chłodna, i ledwo się w dodatku znamy.
-Megami!Megami!-krzyknął płaczący Mizu który już był przy mnie i przytulił się do mnie.
Poczułam przyjemny dreszcz, jeszcze nigdy dotąd nikt tak się nie zachowywał kiedy znikałam. Bardzo miłe uczucie, jest takie ciepły. Mimowoli uśmiechnęłam się i wzięłam do siebie małego liska.
- Dlaczego płaczesz?- spytał już się uspakajając Mizu.
- To łzy szczęścia.- odpowiadając z uśmiechem na twarzy- Nigdy nikt tak się nie zachowywał na mój widok.
- To musisz się przyzwyczaić Meg.-powiedziała Atlatis podchodząc do mnie.
- A właśnie!-wrzasnęłam przypominając sobie że...- Taiyo mógłbyś mnie wreszcie postawić już się lepiej czuję.
-Na pewno?-spojrzał na mnie podejrzanie.
-Tylko mi się kręci w głowie.
- No to nie, a z resztą przecież czuje że jesteś cała rozpalona. Masz bardzo wysoką gorączkę.- stwierdził szybko-prawda księżniczko?
Atlatis powoli dotknęła ręką mojego czoła i szybko zabrała rękę jakby się poparzyła, spojrzała na mnie zdziwionym i przestraszonym wzrokiem.
-Trzeba cię zabrać do matki i to szybko!- krzyknęła zmartwiona.
* * * *
Obudziłam się w swoim pokoju, koło łóżka siedziała mama i rozmawiała z... TAIYÓ? A co on do cholery tu jeszcze robi? Szybko się podniosłam i od razu tego pożałowałam bo strasznie zabolała mnie głowa, juz powoli usiadłam na łóżku a po chwili ból znikł, spojrzałam na mamę a potem na Taiyo.
- O! Obudziłaś się wreszcie śpiąca królewno. Jak się czujesz?- spytał patrząc na mnie jak na dziecko.
- Wiesz nie czuję się najlepiej ale mam jeszcze sporo siły żeby ci przywalić.- szybko od de mnie się odsunął z rekami podniesionymi ku górze.
- Widzę że nic ci nie jest. To dobrze bo am sprawę do ciebie... - powiedziała po chwili spokojnie mama.
- Jaką?- spytałam zaciekawiona.
- Chodzi o twojego narzeczonego on...- nie dokończyła ponieważ jej przerwałam.
- Nie żyje? A może nie chcę przyjechać? Błagam powiedz że nie przyjedzie i nie będzie ślubu!- uklękłam na kolanach i złożyłam ręce modląc się by to była prawda.
- Pfff! - zaśmiał się cicho Taiyo.
- Możesz być przez chwilę być cicho idioto?!- krzyknęłam zatykając mu usta ręką.
- Megami ten idiota to twój narzeczony.
- ...- mrugnęłam szybko dwa razy- COOOO?!
- Pfffff- spojrzałam na Taiyo a on ledwo się powstrzymywał od śmiechu
- WIEDZIAŁEŚ?!
- Wiedziałem że to bedzie Megami Umino córka Atlatis Umino.- wyprostował się- Ale mówili że bedziesz ładna.
- OŻ TYYY! - chciałam się na niego rzucić ale mama mnie powstrzymała.
- Uspokój się Megami- uspokajała mnie Atlantis która weszła do pokoju.
- Ty też nie jesteś ładny.-odgryzłam mu się.
- Wiem- myślałam ze wygrałam- jestem olśniewający.
- Jak ja cię nie cierpię- powiedziałam przez zęby.
- Ale musisz ze mną wytrzymać ponieważ jestem twoim narzeczonym.- uśmiechnął się złowieszczo.
- JAK CIE ZARAZ...
- Noooo dooobra mamo zostawmy ich samych. Niech lepiej poznają.- i wyszły zamykając za sobą drzwi.
Siedziałam na łóżku głaszcząc śpiącego Mizu, który leżał koło mnie. Taiyo za to za to chodził po pokoju i się rozglądał.
- Dobra idę się myć.-oznajmiłam.
- Ze mną?- spytał z figlarnym uśmiechem.
- Chyba śnisz, zboczeńcu!- wstałam wzięłam szybko ręcznik i ciuchy na przebranie i trzaskając drzwiami zamknęłam się w łazience.
Już miałam się rozebrać ale mnie napadła mnie myśl... - Lepiej zamknę drzwi na klucz.
- No weź no! Dlaczego?!- krzyknął smutnym głosem Taiyo.
- Wiedziałam!
* * * *
Gdy wyszłam z łazienki zobaczyłam, że Taiyo siedzi sobie na krześle przed biurkiem i patrzył przez okno. Więc go zignorowałam i położyłam się w łóżku, chciałam jak najszybciej się zdrzemnąć ale zauważyłam że Mizu bawi się z rudą lisiczką.
- To twój Pokett, Taiyo? -spytałam a on się odwrócił i spojrzałam na dwójkę lisków.
- Tak- odpowiedział- nazywa się Yumi.
- Jest urocza.- powiedziałam i z uśmiechem spojrzałam na Mizu i Yumi bawiących się piłeczką.
Gdy chciałam już zamknąć oczy usłyszałam za sobą jakiś skrzyp, a potem łóżko lekko się ruszyło. Odwróciłam się a na łóżku koło mnie leżał Taiyo. Lekko się zdenerwowałam:
- CO TY DO JASNEJ ANIELKI ROBISZ?!- no dobra trochę bardziej niż lekko- ZEJDŹ Z MOJEGO ŁÓŻKA IDIOTO!!! TERAZ!!!
- I czemu się drzesz?- spytał zachowywał się jakby był u siebie- Nie rozumiem czemu ci to przeszkadza i tak kiedyś będziemy małżeństwem.
- CHYBA PO MOIM TRUPIE! WYNOCHA!!!- krzyknęłam i wykopałam go z łóżka.
- Auć! Wiesz jesteś wredna.- popatrzyła na mnie smutno.
- Specjalne względy tylko dla ciebie.-uśmiechnęłam się do niego.
- Aha- za chwilkę- ... Ej! To nie było miłe.
Wystawiłam mu tylko język i zakryłam się kołdrą zakrywając głowę. Słyszała tylko że Taiyo mamrocze coś pod nosem.
- A jeszcze jedna prośba.- powiedziałam szybko.
- Jaka?- usłyszałam ekscytacje w jego głosie.
- Wynocha z mojego pokoju.- wiem jestem bezduszna ale go po prostu nie lubię.
- Aha.- załamał się.
Usiadła na łóżku żeby zobaczyć czy na pewno sobie pójdzie. Wstał z krzesła i powędrował do drzwi, wyciągnął rękę i pociągnął za klamkę do drzwi. Nie otworzyły się.
- Hmmm?- zdziwił się Taiyo po próbie otwierania drzwi.
Spróbował jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz. I nic drzwi nie chciały się otworzyć.
- Ekhem... Megami drzwi się nie chcą otworzyć.- zawołał odwracając się do mnie.
- Widzę. - kto mógłby nas tu zamknąć.
- O popatrz list.- schylił się i podniósł list, który leżał na podłodze koło drzwi.- Masz.
- Dzięki- wzięłam list od Taiyo i zaczęłam czytać zawartość na głos:
Droga Megami,
Zamknęłam was w razem w pokoju żebyście się lepiej poznali. Nie odpowiadam za to co zrobił Taiyo. Mam nadzieje że się dogadacie.
Buziaczki Atlantis.
Rozdarłam kartkę z wściekłym wyrazem twarzy. - Jak ją kiedyś dorwę...-pomyślałam.
- No to co zrobimy?- odezwał się Taiyo po chwili.
- Śpisz na podłodze .- popatrzyłam na niego z pogarda- rozumiesz?
- Dobra niech ci będzie- powiedział zrezygnowany wyciągając materac spod łóżka.
- Co? Jak? Kiedy? Skąd?- poczułam jak żyłka na czole zaczęła mi pulsować - Tyyyyyyy!!!
- Co ja? - spytał głupio.
- Dobra, uspokój się Megami on się tylko z tobą droczy.- powiedziałam do siebie- Wdech i wydech. Wdech i wydech.
- Co robisz?- Taiyo spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- Próbuję się uspokoić.- uśmiechnęłam się sztucznie.
- Dlaczego?
- Bo jesteś wkurzający.
- Ja?- zapiszczał sztucznie.
- Tak, ty.
Przykryłam się starannie kocem tworząc tak zwany kokon. Postanowiłam go ignorować i sobie pospać. Nie miałam siły się z nim użerać, a co dopiero myśleć jak stąd się wydostać.
Zamykałam już oczy gdy usłyszałam skrzypnięcie. Domyśliłam się kto to. Nawet się nie odwróciła tylko lekko podniosłam głos:
- Taiyo, proszę Cię ładnie byś nie próbował wejść mi w nocy na łóżko, bo jak się obudzę rano koło ciebie to przysięgam że obudzisz się bez prącia. - chwile milczałam- jeśli go w ogóle jeszcze masz.
- Zrozumiałem, przekaz.- usłyszałam w jego głosie zrezygnowanie.
Zadowolona z siebie powoli zaczęłam zamykać oczy, stało się ciemno i zasnęłam głębokim snem.